ówna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Rzecz o nienawiści

 

Do poczytania:

Prosperita

Deepak Chopra

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Warsztaty

 

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

Litoterapia

Pure Art

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

 

Anioły

Reiki

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Rozwijamy się

Terapia śmiechem

Poświęcenie

Brat i siostra

Piękno po czterdziestce

Kiedy mama jedno kocha bardziej

Rzecz o nienawiści

Mądre odchudzanie

Terapia mocno rekomendowana

Radość małych sukcesów

Pieśń grających mis

Uwierzyć w dobro

Potęga słowa

Sześć kapeluszy

Szczęśliwe recepty

Prosperita w biznesie

Wywiad

Poza iluzją materii

Każdy uśmiech

Sulejman i Hurrem

 

 

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

Zanim nienawiść na dobre rozgościła się w sercu Gabrysi, była przyjaźnią. Mniej lub bardziej udawaną. Może tylko z jednej strony? Poznały się z Gosią w klinice położniczej, bo w tym samym czasie rodziły dzieci. Potem okazało się, że mieszkają blisko siebie. Ich mężowie też szybko znaleźli wspólny język. Czas upływał na przyjaznych spotkaniach obu małżeństw, kolacjach z winem, grze w karty, pożyczaniu sobie książek i na wesołych wieczornych imprezach.

W pogodnych układach mijało 10 lat. Od czasu do czasu pojawiał się mały zgrzyt. Ot taki, jak egoizm Gabrysi. Małgosia miała serce na dłoni i zawsze najpierw myślała o innych, potem o sobie. Kiedy wybierali się z mężem na wycieczkę na Niezwykłe Targi Cudowności organizowane w odległym mieście, od razu pomyślała o przyjaciółce. Mieszkali już wtedy gdzie indziej, nie wystarczyło przebiec przez ulicę, zadzwoniła więc do Gabi:

- Wybierzesz się z nami? Będziemy się świetnie bawić.

Gabrysia ucieszyła się. Jej mąż w tym czasie pracował, pojechali zatem tylko we troje i spędzili wspaniałe dwa dni. Nocowali u przyjaciółki Małgosi. Nie obyło się bez wesołych przygód, kiedy wracając zgubili tłumik od samochodu.

Mniej więcej rok później, Małgosia zadzwoniła jak zwykle do Gabrysi, aby zaprosić ją na sobotni wieczór z winem i kartami. Telefon odebrała mama Gabrieli:

- Gabi wyjechała z Wojtkiem na Niezwykłe Targi Cudowności, a ja im tu pilnuję dzieci.

- Przecież nic mi nie powiedziała – zdziwiła się Gosia – a rozmawiałyśmy przedwczoraj.

- A bo oni się tak szybko zdecydowali. Wczoraj po mnie przyjechali…

Małgosi zrobiło się przykro. W erze telefonów prawdziwa przyjaciółka powinna zadzwonić i powiedzieć, że wyjeżdżają. Powinna też zaproponować miejsce w samochodzie, tak jak zrobiła to Gosia rok temu. Pewnie Małgorzata i tak by się nie wybrała, miała inne sprawy. Jednak… czuła, że Gabi zachowała się egoistycznie. Małgosia miała dobre serce, trzy dni się martwiła niemiłym zachowaniem koleżanki, a potem szybko zapomniała. Takich zachowań było jednak więcej. Nienawiść wykiełkowała w sercu Gabrysi i wypuszczała pędy złośliwych zachowań.

Dziewczyny miały podobne zainteresowania i kiedy dzieci podrosły, wymyśliły sobie zaoczne studia psychologiczne. Odtąd co dwa tygodnie wsiadały w pociąg i jechały razem na zajęcia. W pociągu zamiast odsypiać zarwaną noc, rozmawiały i rozmawiały. Dyskusjom na ulubione tematy nie było końca.

Wyglądały podobnie. Wszyscy uważali je za siostry, a one śmiały się z tego:

- Tak, byłyśmy siostrami w poprzednim wcieleniu.

Różniło je mocno podejście do pieniędzy. Gabrysia była konkretna i bardzo liczyła każdy grosz. Małgosia była poetką, kochała życie, a finanse nie miały dla niej żadnego znaczenia. Któregoś dnia, kiedy dziewczyny dotarły po zajęciach do hotelu, recepcjonistka uprzedziła, że nastąpiła podwyżka i koszt pokoju jest większy o dwa złote.

- Jakim prawem? - złościła się Gabrysia – ja tu zrobiłam rezerwację i nie zapłacę więcej niż ostatnio.

- Niestety nie mogę obniżyć paniom ceny.

- To natychmiast idziemy gdzie indziej! – Gabi ruszyła z walizką do drzwi.

- Zostań – uspokajała ja Gosia – zapłacę za ciebie. Jestem taka zmęczona, nie chce mi się po nocy szukać innego hotelu.

W pokoju Gabrysia rzuciła rzeczy i zaczęła nerwowo krążyć od ściany do ściany.

- Draństwo!

- Uspokój się, przecież to tylko dwa złote.

- To żadne „tylko”. Grosz do grosza i masz.

Tego wieczoru rozmowa była inna niż zwykle. Rozdrażniona podwyżką ceny Gabriela, zaczęła opowiadać o swoim trudnym dzieciństwie, o ustawicznym ciułaniu pieniędzy przez rodziców, o nawyku oszczędzania na wszystkim. W którymś momencie przyznała się, że znała Gosię od dziecka.

- Jak to mnie znałaś? A ja ciebie nie?

- Znałam cię, bo mama ciągle podawała mi ciebie za przykład. Nigdy mnie nie pochwaliła, nigdy nie doceniła. Stale tylko słyszałam, że Małgosia to zrobiłaby lepiej, że Małgosia ma same dobre oceny, że jesteś takim ideałem, któremu ja nigdy nie dorównam.

Gabrysia stała tyłem do koleżanki, patrząc w okno, w którym odbijały się światła miasta. Gosia milczała zaskoczona. Po dłuższej chwili odezwała się cicho:

- Przykro mi. Musiało być ci bardzo ciężko. A ja nawet nie wiedziałam, że istniejesz.

- Nienawidziłam cię.

- Aż tak? – Małgosia zdziwiła się.

- Przeszło mi – Gabrysia odwróciła się od okna i wzruszyła ramionami – Bo pracowałam nad sobą. Dlatego jestem na psychologii, żeby zrozumieć, jak uwolnić się od takich emocji.

- Twoja mama bardzo ciebie skrzywdziła – Małgosia wyciągnęła ramiona i przytuliła koleżankę – ale na pewno sobie poradzisz.

 

Nic nie zapowiadało życiowego dramatu. Jak w filmie, świat runął w ciągu jednej chwili. Mąż Małgosi poinformował ją, że chce odejść, ponieważ ma romans z inną kobietą. Tak po prostu. Gosia umierała psychicznie kilka dni. Miała wrażenie, że życie wycieka z niej po kropelce. Wszystko straciło nagle sens. Pomogli jej przyjaciele. Odwiedzali. Trzymali za rękę. Pocieszali. Tłumaczyli. Aż w końcu pozbierała się i stanęła na nogi, a wszystko wróciło na swoje dawne tory.

Jadąc pociągiem z Gabrysią, opowiadała jej o swoim problemie i o tym, że chce mężowi dać jeszcze jedną szansę.

- No wiesz! – Gabrysia się oburzyła – ja bym nigdy nie pozwoliła Wojtkowi na powrót, jakby mnie zdradził.

- Dlaczego? Przecież żyjesz z nim tyle lat.

- Brzydziłabym się, jakbym wiedziała, że dotknął innej kobiety. Wygoniłabym z domu! Nie mogłabym na niego nawet patrzeć.

Gosia otworzyła usta i jeszcze szybciej je zamknęła. Wiedziała od swojego męża, że Wojtek zdradza Gabrysię. Nie miał żadnego poważnego romansu, tylko zwykły seks na boku, bo Gabi niestety nie należała do namiętnych kobiet i Wojtek radził sobie jak mógł. I co teraz zrobić? Uczciwość wobec przyjaciółki kazałaby powiedzieć prawdę. Ale co to da, poza cierpieniem? Małgosia zdecydowała, że zachowa te rewelacje dla siebie. Niech przynajmniej Gabi będzie szczęśliwa i ma zgodne małżeństwo.

 

Minęło kilka miesięcy. Gosia żyła w separacji z mężem, ale odzyskała dobry humor i – zapewne w wyniku kłopotów – mocno zeszczuplała. Znowu mogła nosić krótkie spódniczki i pokazywać światu piękne, długie nogi. A potem zakochała się w Marku, który razem z nią studiował. To był początek końca przyjaźni z Gabrysią. Chociaż nadal razem jeździły pociągiem, w hotelu Gabi musiała szukać sobie współlokatorki do pokoju, bo Gosia spędzała wszystkie noce z Markiem. Seks im służył. Kwitli oboje i promieniowali ogromną radością. Jak to zakochani.

Gosia starała się spędzać z Gabi jak najwięcej czasu, aby ta druga nie czuła się odrzucona. Cała paczka przyjaciół  bawiła się wspólnie w czasie wolnym od zajęć. Jednak coraz częściej Małgorzata słyszała nieprzyjemne uwagi o swojej przyjaciółce:

- Słuchaj, ona się nie myje i cuchnie potem.

- Ona nie umie się zachować! W knajpie targowała się o złotówkę napiwku dla kelnera. Jaki wstyd dla wszystkich! Skąd ona się wzięła?!

- Ja nie wejdę z nią do lokalu, zobacz ona po dworze chodzi w kapciach. Jakaś nienormalna!

Gosia tylko spuszczała głowę, a potem szybko zmieniała temat. Jej poetycka dusza nie widziała w Gabi takich braków. Gabi to Gabi i już. Może trochę zaniedbana i niedomyta, ale przecież sednem człowieka jest jego dusza, a nie częstotliwość używania mydła.

 

Za to Gabrysia coraz częściej pozwalała sobie na złośliwe uwagi pod adresem Gosi. Rzucane ot tak, od niechcenia. Gosia to łykała jak żabę. Do czasu.

Krzysztof założył czasopismo studenckie. Sam z własnej inicjatywy i własnymi środkami. Kilka osób - w tym obie dziewczyny - pisały artykuły. Materiałów nazbierało się sporo i Gosia zaproponowała pomoc. Całymi wieczorami poprawiała i redagowała teksty. Niektóre bez obróbki nie nadawały się przecież do niczego. Pisali je zwykli ludzie,  a nie dziennikarze. Nierzadko najeżone były błędami ortograficznymi.

- Napracowałaś się Małgosiu – Krzysztof odebrał kolejna porcję tekstów.

- Spoko. Sam nie dasz rady ze wszystkim.

- Ale wiesz, że nie mam kasy, żeby ci za to zapłacić?

- Dobrze. Nie szkodzi.  – poetycka dusza Małgosi nie umiała i nie chciała liczyć pieniędzy.

Krzysztof wymyślił inny sposób rewanżu za ciężka pracę dziewczyny. Uczynił z niej oficjalnie zastępcę redaktora naczelnego i natychmiast umieścił to w stopce gazetki.

- Co to za zastępca? – Gabrysia zaatakowała go, jak tylko przeczytała informację – jakim prawem? Ja się nie zgadzam!

- Spokojnie Gabrysiu – Krzysztof mitygował dziewczynę – to jak na razie moja gazeta i ja mam prawo decydować o takich rzeczach.

- Nie masz prawa! My wszyscy tu piszemy artykuły i mamy też prawo głosu.

- Ale to ja pokrywam wszystkie koszty papieru i druku, a nie ty.

- Ale ja tu piszę. Tu są moje artykuły.

Krzysztof rozejrzał się dookoła po twarzach innych osób.

- Czy komuś jeszcze przeszkadza, że mianowałem Gosię swoim zastępcą?

Wszyscy w milczeniu potrzasnęli głowami. Widać było, że są zaskoczeni awanturą zrobioną przez Gabi.

- Do wiadomości wszystkich: Małgosia odwaliła za mnie cała papierkową robotę, zredagowała i zrobiła korektę wszystkich artykułów. Napracowała się. Tytuł zastępcy jej się należy.

- No dobrze, ale dlaczego nie powiedziałeś wcześniej o tym – nie ustępowała Gabi – można było głosować i w głosowaniu wybrać zastępcę.

- Jeśli ci się nie podoba, to możesz nie pisać w ogóle. Mam dosyć materiałów – warknął Krzysztof  i odwrócił się od Gabrysi.

 

Małgosia wysłuchała relacji Krzysia ze smutkiem.

- Ona mnie nienawidzi… Za co? – podniosła oczy na Marka – Nic jej nie zrobiłam.

- Ona ci po prostu zazdrości mnie – obrócił wszystko w żart Marek – jesteś śliczna i masz wspaniałego faceta, a ona jest nieładna i zaniedbana.

- Tak, ona jest po prostu zazdrosna – przytaknęła Lila i dodała – zostawiłaś ją dla Marka i ona teraz jest jak porzucone dziecko. Widziałam, jak na zajęciach rysowała ludzi odwróconych w lewo. To znaczy, że czuje się samotna.

 

Apogeum zawiści miało miejsce nad morzem na szkoleniowym wyjeździe.

Mieszkali w domkach letniskowych dużego pięknego ośrodka. Pogoda była cudowna. Zajęcia ciekawe, a profesor Roman – fascynujący. Przystojny, tajemniczy, inteligentny. I nie wiedzieć czemu przez cały wykład wpatrywał się w oczy Małgosi, która całkiem o to nie dbała, wpatrzona dla odmiany w oczy Marka. Gabi zaczęła napomykać tu i ówdzie o tym, jak bardzo podoba jej się profesor. Nikt się tym nie przejął, czasem padł jakiś żart. Nikt nie brał poważnie deklaracji nieco zaniedbanej dziewczyny i do tego mężatki. Ot, zabawa…

Pod koniec pobytu Małgosia miała urodziny. Urządzili z przyjaciółmi przyjęcie w jednym z domków ośrodka. Zebrało się około 10 osób. Kupili szampana i ciasto, zaprosili profesora Romana. A ten, gdy tylko się pojawił, wręczył solenizantce piękną różę i trzymając jej dłoń, zaczął mówić:

- W dniu urodzin, chciałbym życzyć mojej najlepszej studentce…

I w tym momencie spod ściany rozległ się wrzask Gabryśki:

- Jak to najlepszej?! Dlaczego najlepszej?!  Dlaczego ona jest najlepsza?!

Zapadła niezręczna cisza. Wszyscy byli zszokowani, a profesor Roman zaczął się niepewnie tłumaczyć:

- To jej święto, ona dzisiaj jest najważniejsza…

Nic nie było w stanie naprawić zwarzonego nastroju, ani zniwelować szeptów po kątach i wrogich spojrzeń rzucanych na Gabrysię, która zachowywała się tak, jakby nie zdawała sobie sprawy, że to co zrobiła, było nie tylko szczytem nietaktu, ale i wielkim dla niej samej poniżeniem.

 

Małgosia przytuliła twarz do szyby zamazanej deszczem i zamknęła oczy. Katarzyna prowadziła samochód równo i spokojnie. Gdyby nie gwar głośnych rozmów, można byłoby zasnąć.

- Ta Gabryśka jest walnięta. – Krzysztof nie przebierał w słowach. – Jak można było się tak ośmieszyć. Ona jest po prostu chorobliwie zazdrosna.

- To nie zazdrość, to zawiść – Lila próbowała zrobić wykład z psychologii. Gosia chciałaby po prostu zatkać uszy, ale nie mogła.

- Zostawcie ją – przerwała przyjaciołom – mała ciężkie dzieciństwo. Jej matka ciągle stawiała jej mnie za przykład. Ona jest biedna i mnie po prostu nienawidzi.

- Ale za co? Coś jej zrobiłaś? – Kasia była rzeczowa, jak zwykle.

- Nic jej nie zrobiłam nigdy. Czasem myślę, że wręcz przeciwnie, że zasłużyłam wielokrotnie na jej sympatię. Starałam się być zawsze w porządku.

- Olej ją – Marek pogłaskał Gosię po głowie i pocałował w ucho. – Niech się tam ukisi w tej swojej zawiści.

- O właśnie! – podchwyciła Lila – bo to chorobliwa zawiść. Nawet nie wiem, czy to jest uleczalne. Jeśli jako dziecko ciągle słuchała, jaka jesteś wspaniała, to teraz wkurza ją, że profesor Roman chwali ciebie.

- Przecież ją też chwali, nie tylko mnie! Ja tego naprawdę nie rozumiem. Ona nie ma o co być zazdrosna. W tak dużej grupie jest wielu dobrych studentów. Skąd ten atak?

- Bo ona się w nim kocha! – Krzysztof zarechotał – Jaka ona głupia.

- Ależ niech się kocha, przecież ja jej nie przeszkadzam, mam Marka – Gosia przytuliła się do swojego chłopaka.

- I to jest właśnie problem: ty masz Marka, a ona nie ma nikogo.

- Ma męża – przypomniała rzeczowo Katarzyna.

- Czy wy nie rozumiecie? – Lila aż się przechyliła do przodu, aby siedzący na przedzie samochodu wyraźnie ją słyszeli i z przejęciem tłumaczyła – Gabrysia we wszystkim naśladuje Małgosię. Małgosia to idol wkodowany w dzieciństwie. Ona za wszelka cenę chce udowodnić, że jest lepsza niż wzorzec pokazywany przez matkę. Teraz Gosia jest z Markiem, odchodzi od męża i Gabrysia tez chce mieć kochanka tak, jak Gosia. I wystartowała do profesora, a on jej nie chce wcale i ona jest wściekła.

- A skąd wiesz, że jej nie chce? Może będzie z tego jakiś mały flirt – Gosia sama nie wierzyła w to, co mówi, ale tak bardzo chciała, aby Gabi była szczęśliwa.

- To ja wam coś powiem – Krzysztof potrafił być tajemniczy, jak szpieg – tylko nikomu ani słowa. Ani słowa, obiecujecie?

Wszyscy zgodnie przytaknęli.

- Dwa dni temu profesor Roman chował się w moim domku przed nią.

- Jak się chował? – dociekała Lila.

- Zapukał do mnie, wpadł taki zdyszany, jakby go ktoś gonił i poprosił, żebym pozwolił mu poczekać u niego kilka minut. Powiedział, że jedna ze studentek go prześladuje i nie daje mu spokoju. Domyśliłem się, że chodzi o Gabryśkę. A potem patrzyliśmy przez firankę, jak ona szła i go szukała. Aż się skulił, jak ją zobaczył.

Małgosia zakryła twarz dłońmi…

- To straszne. Biedna Gabrysia.

- Jaka biedna – oburzył się Krzysztof – głupia i tyle. Biedny to jej mąż.

- Dlaczego jej nie powiecie, że profesor Roman się przed nią chował? Przecież ona biedaczka myśli, że ma u niego szanse i będzie się tak poniżać w nieskończoność! – Małgosia zwróciła się do Marka – Powiedz jej, proszę.

- Sama jej powiedz – Marek się odsunął – ja jej nie lubię i nie rozmawiam z nią.

- Lila? Może ty, ciebie posłucha.

Lila zmieszana szukała zawzięcie czegoś w torebce. Potem starannie pudrowała twarz.

- Lila? Proszę.

- Ona mi nie uwierzy. Ona uważa, że mu się podoba i to… nie ma sensu.

- Obiecaliście dochować tajemnicy – wtrącił Krzysztof -  Gosia, odpuść.

- Ktokolwiek z nas jej o tym powie, ona pomyśli, że złośliwie kłamiemy. – Katarzyna była rozsądna jak zawsze – Ona nikogo nie słucha, bo uważa, że jest najmądrzejsza, wszyscy to wiemy. Daj sobie spokój Gosiu i ciesz się swoim życiem. Ona jest nieszczęśliwa na własne życzenie. Chce ci dokuczać, chce cierpieć, bo nie widzi innej możliwości. Jest jak koń z klapami na oczach. Szkoda naszego czasu. Porozmawiajmy o czymś innym.

 

Minęło kilka tygodni. Gosia zajęła się pracą i sprawą rozwodową. Jednak myśl o Gabrysi wracała do niej niemal codziennie. Tysiące pytań bez odpowiedzi. Mnóstwo wątpliwości. Poczucie żalu. Wiele razy brała do ręki słuchawkę. Zadzwoniła dwa razy. Gabrysia była oschła, nie chciała rozmawiać, nie była zainteresowana spotkaniem, wykręcała się brakiem czasu. A kwestia profesora nie była tematem na telefon. Bo co można powiedzieć do słuchawki?  

Może zresztą dobrze, że tak się stało. Tak czy tak Gabrysia by cierpiała. Albo z poniżenia, na wieść, jak bardzo profesor jej nie lubił, że aż ukrywał się przed nią. Albo z żalu, że ktoś mówi jej złośliwie kłamstwa. Bo może jednak Gabrysia nie uwierzy, że profesor czuł się przez nią prześladowany. Nie uwierzy też, że przedstawił Gosi swoją piękną, młodą żonę.

Byli wtedy sami. Po pięknie zdanym przez Gosię egzaminie profesor Roman złapał ją na korytarzu.

- Wspaniale! Wspaniale! – zawołał i tulił ją tak mocno, aż zaczęła się zastanawiać, czy to rzeczywiście tylko radość, że tak dobrze zdała. A potem wziął ją za rękę i zaciągnął do swojego pokoju.

- Chcę ci kogoś przedstawić – wyjaśnił, kiedy próbowała się opierać.

W pokoju siedziała prześliczna, młoda kobieta. Kiedy się uśmiechnęła na widok Małgosi, zdawać by się mogło, że pojaśniał cały pokój. Była cudowna. Delikatna, eteryczna, o wielkich, pięknych oczach. A Małgosia pomyślała tylko jedno: „biedna Gabrysia”.

Bo gruba, zaniedbana Gabrysia mogłaby żonie profesora buty czyścić.

 

Pół roku później zadzwonił profesor Roman. Potrzebował kogoś do współpracy przy nowym psychologicznym miesięczniku. Szybko ustalili zasady działania. Małgosia mogła zamówić różne teksty u innych kolegów. Od razu pomyślała o Gabrysi. Co prawda Gabrysia pisała straszne gnioty, ale po odpowiednim zredagowaniu na pewno można byłoby je wykorzystać. Przede wszystkim jednak była okazja do zarobienia pieniędzy, a na tym Gabrysi zawsze zależało.

A co ważniejsze – może wreszcie one we dwie się dogadają? I Gabrysia wyjaśni, za co tak nienawidzi Gosi…

- Nie zamierzam niczego dla was pisać! – głos Gabrysi był oschły. – Nie podoba mi się dyplom tej uczelni. Jeśli oni chcą, żebym dla nich pracowała, to niech najpierw wydrukują mi nowy dyplom z odpowiednia pieczątką.

Gosia odłożyła słuchawkę i pomyślała, że głupota ludzka granic nie ma. Czy to możliwe, że Gabrysia jest aż taka głupia? Czy tylko jest bezczelna? Usłyszała proszący ton i od razu skorzystała z okazji, by dokuczyć znienawidzonej koleżance. Nawet do głowy jej nie przyszło, że to Gosia jej wyświadcza uprzejmość i że może na tych artykułach zarobić dwa razy tyle, co jej mąż zarabia przez trzy miesiące. Małgosia myślała o tym jakiś czas później, kiedy odbierała z rąk redaktora naczelnego plik banknotów. „Ależ Gabrysia by się ucieszyła z takiej pensji. Dlaczego wolała być złośliwa niż zarobić?”

  

KOMENTARZ

Każdy z nas zna takie lub podobne historie. Wiele osób komuś zazdrości sukcesu, pieniędzy, urody, powodzenia. Niektórzy toczą jad zawiści, niszczącej im zdrowie i spędzającej sen z powiek. Jednak lekceważymy te uczucia myśląc sobie, że nie ma w tym nic złego.

A Gabrysia to dobra dziewczyna. Nie robi nikomu krzywdy, po co zatem zawracać sobie głowę takim tematem? Otóż Gabrysia zabija. Zabija siebie. Małgosi krzywdy nie uczyni, bo w istocie Gabi  jest naprawdę dobrym i wrażliwym człowiekiem. A Małgosia i tak poradzi sobie, bo jako Królowa Radości wyjdzie zwycięsko z każdego życiowego zakrętu. Zostawmy Małgosię, ona nie zginie.

A Gabrysia – owszem. Gabrysia zepchnęła do podświadomości swój najważniejszy problem i przyczynę wszystkich swoich nieszczęść – zawiść. Pozornie daje jej to impuls do działania. Gabi pracuje intensywnie i chce osiągnąć sukces, którego Małgosia jej pozazdrości. Chce rzucić jej pod nogi swoje zwycięstwo i powiedzieć: "a masz, jestem sto razy lepsza od ciebie!"

Specjalistom od motywacji od razu mówię – to się nie uda, ponieważ tylko właściwe intencje kierują naszą energię na właściwą drogę. Rywalizacja oparta na zawiści jest nie tylko ślepą uliczką, ale i autodestrukcyjnym krokiem do tyłu. Jeśli podłożem działania jest poczucie bycia nikim i przemożna potrzeba utarcia komuś nosa, to cel osiągnięty nie zostanie. Brak wybaczenia komuś i niskie poczucie wartości są zawsze przeszkodą w osiągnięciu sukcesu. Zatem najpierw trzeba polubić innego człowieka sukcesu, samemu poczuć się wielkim i ważnym, a dopiero potem sięgać po owoce swojego działania.

Tu istotna uwaga – Gabrysia jest dobrą dziewczyną, zatem nienawiść, która nosi głęboko w sercu powoduje w niej poczucie winy. Dziewczyna je spycha, nie przyznaje się do niego, ale ono jest i obniża jej energię, zmniejsza samoocenę. Wewnętrzny krytyk szepcze do ucha: „jesteś zła, nienawidzisz, jesteś zazdrośnicą”. A Gabrysia na to: „zamknij się!” i nic ponadto...

Jakie to daje efekty? Otóż poczucie winy wobec Małgosi oraz siła zawiści blokują wszystko, co Gabi mogłaby osiągnąć. Podcinają jej nogi w różnych przedsięwzięciach. Gabrysia od 10 lat próbuje zeszczupleć. Zrzuca parę kilo, potem znowu tyje i znowu zrzuca. Grzebie w różnych dietach szukając sposobu na efekt jo-jo, a nie chce się przyznać, że zwały tłuszczu chronią ją przed światem, bo czuje się zła, i grzeszna. Zła – bo w jej oczach Gosia jest lepsza, grzeszna – bo czuje do koleżanki nienawiść. Wymyśliła sobie nieprawdziwy pretekst do nienawiści w osobie profesora Romana i ucieka w bezzasadną racjonalizację. Próbuje przekonać swoja podświadomość: "jestem śliczna i wspaniała, profesor Roman zakochałby się we mnie i nosiłby mnie na rękach, gdyby Gośka nie weszła mi w drogę. To wszystko jej wina!". Ale podświadomości nie da się oszukać. Podświadomość wie – „Małgosia jest OK. Profesor nie był tobą zainteresowany. Gosia nigdy nic złego ci nie zrobiła i zawsze była dla ciebie dobra, a ty się oszukujesz, bo jej zazdrościsz, że jest lubiana i podziwiana…”.

Wszystkie metody dotyczące kreowania sukcesu zawierają element oczyszczania z poczucia winy. Bez tego nic się nie uda. Zanim zacznę tworzyć wizualizacje swojego wymarzonego samochodu, domu, pracy, miłości – bezwzględnie musze wprowadzić do każdej komórki swojego ciała wzorzec: „CAŁKOWICIE I SZCZERZE WYBACZAM WSZYSTKIM, KTÓRZY MNIE SKRZYWDZILI”. To absolutna podstawa. Wzorzec zawiści i złych emocji względem drugiej osoby jest jak trucizna. Dlatego właśnie nienawiść nie tylko niszczy nasze zdrowie, prowadząc nierzadko do schorzeń nowotworowych, ale i blokuje jakikolwiek sukces.

W prospericie pracujemy równolegle nad wieloma tematami. Jednym z nich jest podziw dla drugiego człowieka. Jeśli ktoś obok mnie osiąga sukces, ma lepsze efekty, to ja mu nie zazdroszczę, lecz pozwalam, by mnie inspirował. Zaprzyjaźniam się z nim i uczę od niego, jak pracować. Ponieważ każdy, kto osiągnął więcej ode mnie, jest dla mnie wspaniałym nauczycielem. W takim podejściu nie ma miejsca na zazdrość.

Gabrysia albo o tym nie wie, albo wiedzieć nie chce, bo adrenalina nienawiści smakuje jej bardziej niż własne szczęście. Tłumi w sobie emocje, zamiast przekodować szkodliwy wzorzec na taki, który będzie dla niej korzystny.

 Jak wygląda dobry wzorzec dla Gabrysi? Po pierwsze:

„CAŁKOWICIE I SZCZERZE WYBACZAM GOSI, ZE JEST LEPSZA ODE MNIE W KILKU DZIEDZINACH”

W kilku! Bo jest rzeczą oczywistą, ze Gabi też jest lepsza od Gosi w różnych rzeczach. Może ładniej szyje? Może lepiej śpiewa? Może pysznie gotuje, a Gosia tego nie umie wcale? Gabi zazdrości Gosi, bo ta osiąga sukces tam, gdzie i Gabrysia chciałaby brylować. W ten sposób nie zauważa i nie docenia swoich mocnych stron. Umniejsza siebie, patrząc zawsze przez pryzmat sukcesów koleżanki, zamiast sprawiedliwie oceniać siebie.

 Kolejne wskazane wzorce (nie afirmacje):

„MAŁGOSIA JEST WSPANIAŁA I JA TEŻ JESTEM WSPANIAŁA”

„MAŁGOSIA OSIĄGA SUKCESY, WIEC JA TEZ MOGĘ OSIĄGAĆ SUKCESY”.

„KAŻDY SUKCES MAŁGOSI INSPIRUJE MNIE I ROZWIJA”.

To wszystko.

Bez zaprzeczania.

Bez nienawiści.

Bez zawiści.

Wystarczy zaakceptować piękno w drugim człowieku, aby samemu stać się pięknym.

Wystarczy zaakceptować i szczerze cieszyć się sukcesem kolegi, aby samemu stać się gotowym na sukces.

To proste. Koniec z nadwagą, koniec z cierpieniem, koniec z byciem stale na przegranej pozycji. Autentyczny podziw dla ludzi sukcesu jest najprostszym sposobem na nasz sukces. Bo wzmacniamy to... co kochamy.

 

Pytanie brzmi: dlaczego ludzie noszą w sercach jad zazdrości, który służy tylko zniszczeniu?

Metafizycznie można odpowiedzieć, że diabeł Rokita miesza ludziom w głowach i sprowadza z właściwej ścieżki. Kusi negatywnymi emocjami, szepcze na ucho świństwa, buntuje i namawia do złych emocji, bo żywi się jadem zawiści.

Fizjologicznie – ludzie kochają nienawidzić. Adrenalina złości bywa słodka...

Psychologicznie – łatwiej odczuwać zawiść i mieć za złe komuś, że jest lepszy, niż pokochać cudzy sukces i tą droga budować swoje szczęście. Łatwiej dorobić nieprawdziwe zarzuty, wymyślić sobie rzekomą winę drugiego człowieka, niż uczciwie przyznać, że jest wobec nas w porządku. Racjonalizacja jest prosta - "ty jesteś zły, to przez ciebie tak się czuję, a nie  dlatego, że ci zazdroszczę ". A większość wybiera łatwiejszą drogę.

Bogusława M. Andrzejewska