ówna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Brat i siostra

 

Do poczytania:

Prosperita

Deepak Chopra

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Warsztaty

 

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

Litoterapia

Pure Art

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

 

Anioły

Reiki

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Rozwijamy się

Terapia śmiechem

Poświęcenie

Brat i siostra

Piękno po czterdziestce

Kiedy mama jedno kocha bardziej

Rzecz o nienawiści

Mądre odchudzanie

Terapia mocno rekomendowana

Radość małych sukcesów

Pieśń grających mis

Uwierzyć w dobro

Potęga słowa

Sześć kapeluszy

Szczęśliwe recepty

Prosperita w biznesie

Wywiad

Poza iluzją materii

Każdy uśmiech

Sulejman i Roksolana

 

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

W wielu rodzinach dostrzec można zaskakujący ślad patriarchalnego podejścia. Najważniejszy jest mężczyzna i jego potrzeby. Szczególnie syn – to on wysuwa się na plan pierwszy, pozbawiając siostrę jakiejkolwiek uwagi. Przykre to dla ignorowanych córek, które bez względu na wiek, pragną zainteresowania ze strony rodziców. Przynajmniej takiego, jakim obdarzany jest ich brat.

Mama trzydziestoletniej Doroty dzwoni do niej. Jednak wbrew oczekiwaniom nie pyta w ogóle o jej sprawy i o to jak sobie radzi. Zamiast tego zasypuje ją pełnymi troski opowieściami na temat Pawła. Paweł to, Paweł tamto… Dorota ma właśnie ciężką grypę, ledwo mówi, a na dodatek wskutek awarii jej mieszkanie od dwóch dni jest bez wody. Próbuje poskarżyć się na złe samopoczucie, ale mama nie chce zmienić tematu, ignorując chorobę córki.

- Idź do lekarza dziecko – rzuca pospiesznie i wraca do wątku syna, który oblał kolejny egzamin z chemii. Dorota wie, że Paweł w ogóle się nie uczy i stale imprezuje, a na ciężkim kacu bardzo trudno jest podejść do egzaminu. Ale wie też, że nie może tego powiedzieć głośno, bo mama się obrazi i nazwie Dorotę nieczułą egoistką.

- Mogłabyś mu pomóc – rzuca matka – a ty w ogóle nie pomyślisz o tym.

- Mamo jestem chora…

- Ależ nie chcę, abyś go uczyła, przecież i tak niewiele umiesz z chemii, ale masz tylu znajomych. Może ktoś mógłby mu udzielić korepetycji. A może ktoś z nich zna dziekana…

- Mamo, nie martw się, Paweł sobie poradzi, to dopiero początek sesji. Tymczasem mógłby przyjechać do mnie i przynieść mi wody, bo u mnie awaria, a ja z gorączką nie chcę wychodzić…

- Ależ wymyśliłaś! Przecież on musi się teraz uczyć, aby poprawić tę chemię! Nie ma czasu. Poproś kogoś z sąsiadów.

W czym lepszy jest chłopak? I czy w ogóle jest lepszy? Skąd bierze się takie różnicowanie w traktowaniu dzieci? Powodem jest tendencja kulturowa. Chłopcy są przeznaczeni do zdobywania świata i odnoszenia sukcesów. Mają być silni i zaradni, dlatego bardzo szybko obdarza się ich wolnością, pozwala na późne powroty do domu, na agresywne zachowania. Dziewczynka ma pełnić rolę opiekunki, emocjonalnej powiernicy, matki. Jedną z typowo kobiecych cech jest pomaganie i troska, nawet własnym kosztem. Dorosła siostra często pozostaje singielką, rezygnuje z własnego życia i potrzeb, aby móc zajmować się młodszym bratem. Rodzice od dziecka sprawują nad nią większą kontrolę, nie szanując jej granic, potrzeb i tego, że jest jeszcze malutka. Oczekują, że zaopiekuje się bratem. Jako kobieta, bez względu na wiek przecież powinna – taka jej rola.

Skrajnością bywa, że rodzice mają do niej pretensje, gdy brat narozrabia. Oczywiście w ten sposób całkowicie zrzekają się na jej rzecz roli rodzica, a to już patologia. Postępują tak, bo często po prostu nie potrafią sobie z rodzicielstwem poradzić. Matki, którymi nikt się w dzieciństwie nie zajmował i które nie potrafią dobrze zająć się dziećmi, wychowują najstarsze córki tak, by to one zajęły się rodzeństwem. Czasem także nimi samymi.

Często zdarza się, że nadmiernie obdarowany wolnością chłopiec nie umie funkcjonować w społeczeństwie. Staje się nieodpowiedzialny, nieobowiązkowy i lekkomyślny. Jeśli zlecono mu, aby posprzątał, a on tego nie zrobi, to tę czynność wykona za niego matka lub siostra. W ten sposób on uczy się, że nie warto się przemęczać, bo od ciężkiej pracy są inni – zazwyczaj kobiety. Jeśli się upije i wróci nad ranem, choć obiecał być w domu wcześniej i pomóc w malowaniu, to i tak nikt nie będzie miał do niego głośno pretensji. Matka poburczy, a potem postawi przed nim talerz pełen pachnących kotletów. Nieodpowiedzialność i egoizm zostaną w ten sposób nagrodzone, bo fakt, że siostra trzaska ze złością drzwiami, a matka mamrocze pod nosem – żadna karą dla mężczyzny nie jest.

Kobieta od dziecka jest uczona, by być odpowiedzialną. Nastolatka nie pójdzie na dyskotekę, kiedy matka jest chora, bo wie, że musi przygotować obiad dla ojca i brata. Choć bardzo chce iść się pobawić, jeszcze bardziej zależy jej na zadowoleniu rodziców. W ich oczach ustala swoje poczucie własnej wartości. Natomiast jej brat cmoknie chorą mamę w policzek i wesoło pobiegnie na imprezę z kumplami. Nie będzie miał wyrzutów sumienia – od opieki i dbania o dom jest siostra, to ona odpowiada za wszystko, kiedy mama nie może tego zrobić. Nikt mu nie postawi zarzutu – matka wzruszy ramionami i powie: „wiadomo, tacy są mężczyźni”. Wzmocni i utrwali wzorzec, który chłopiec sobie przyswoił. Nie jest to zatem kwestia płci, lecz wychowania, bo jest mnóstwo młodych mężczyzn, najczęściej jedynaków, którzy nie odstąpią na krok od łóżka chorej mamy, donosząc jej na skinienie gorącą herbatkę.

Generalnie szkodliwe jest narzucanie dzieciom określonych ról. Nie powinniśmy zmuszać ich, by były kimś według naszego wyobrażenia. Jeśli jednak koniecznie chcemy, aby córka była świetną gospodynią, to wspólnie przyrządzajmy różne potrawy, robiąc z tego wspaniałą zabawę. Uczmy nade wszystko poprzez własny przykład, bo wspaniale gotująca mama swoimi kulinarnymi dziełami sztuki inspiruje córkę do tego, by ta zaglądała jej przez ramię i dopytywała o przepisy. Natomiast zapewniam, że zobowiązanie jej do zmywania codziennego naczyń może tylko zaszkodzić. Po pierwsze: dziewczynka znienawidzi to, co robi pod przymusem. Po drugie: podejście takie obniża jej poczucie wartości, bo zadawać sobie będzie pytanie: dlaczego mój brat nie musi zmywać? On jest lepszy ode mnie? Ja jestem gorsza? Ponownie podkreślam rolę wychowania. Jeśli chcemy nauczyć dzieci sprzątania po sobie, powinny naczynia zmywać na zmianę – jednego dnia brat, drugiego siostra. Obciążanie wyłącznie jednego dziecka obowiązkami, jest równoznaczne z faworyzowaniem tego, które tych obowiązków nie ma prawie wcale.

Kiedy błędne wychowanie staje się faktem i dorosła dziewczyna stale jest ignorowana i zmuszana do wysłuchiwania o bracie, powinna zrozumieć, że została wbrew własnej woli wrzucona w niechcianą rolę. Matka traktuje ją jak równą sobie: drugą matkę, opiekunkę, powierniczkę, oczekując, że córka zastąpi ją w trosce nad synkiem. To sygnał, by przywrócić naturalny porządek rzeczy. Dorota powinna asertywnie powiedzieć matce: nie zgadzam się, byś stale mówiła o Pawle. Ja tez jestem twoim dzieckiem i oczekuję, że zainteresujesz się moim stanem zdrowia i moimi kłopotami. Być może w odpowiedzi usłyszy, że jest egoistką, być może matka rzuci słuchawkę, ale jest również szansa, że matka zacznie zastanawiać się nad słowami, które padły. To może być pierwszy krok w dobrą stronę.

Bycie asertywnym jest trudne. Córka widzi niesprawiedliwe traktowanie, ale boi się stracić miłość rodziców. Tymczasem prawda jest taka, że oni jej kochać wcale nie przestaną. Będą jedynie mówić, że jest złą córką i tyle. Niemiło będzie tylko do czasu, aż powstanie nowy układ rodzinny, w którym córka nie będzie już matkować bratu i wreszcie zajmie się sobą. Wyjdzie z roli opiekunki, założy własną rodzinę, bez poczucia winy, że jest złą siostrą. Wyznaczenie przez nią granic zadziała także w obrębie rodziny, ponieważ rodzice zmuszeni samodzielnie zająć się synem i ponosić odpowiedzialność za jego wybryki, spojrzą uważniej na jego postępowanie i być może podejmą ważne kroki, by pomóc mu dojrzeć naprawdę.

Bogusława M. Andrzejewska