ówna    Horoskopy i analizy   Kursy i konsultacje   Publikacje   O mnie    Mapa strony

 

Poświęcenie

 

Do poczytania:

Prosperita

Deepak Chopra

Myślenie kwantowe

Inspiracje Prosperity

Warsztaty

 

Uzdrawianie

Psychosomatyka

Wybaczanie

Wewnętrzne dziecko

Miłość bezwarunkowa

Kodowanie

Metoda Evelyn Monahan

Afirmacja

Mapa Marzeń

Felinoterapia

Żywioły

Aura Soma

Aromaterapia

Litoterapia

Pure Art

Związki

Harmonia serca

Emocje

NAO

 

Czakry

Numerologia

Astrologia

Astrologia Wedyjska

Sny

 

Anioły

Reiki

Medytacja

Przebudzenie

Artykuły

Rozwijamy się

Terapia śmiechem

Poświęcenie

Brat i siostra

Piękno po czterdziestce

Kiedy mama jedno kocha bardziej

Rzecz o nienawiści

Mądre odchudzanie

Terapia mocno rekomendowana

Radość małych sukcesów

Pieśń grających mis

Uwierzyć w dobro

Potęga słowa

Sześć kapeluszy

Szczęśliwe recepty

Prosperita w biznesie

Wywiad

Poza iluzją materii

Każdy uśmiech

Sulejman i Roksolana

 

 

Publikacje

Lektury

Linki

 

 

 

W naszej kulturze określenie „poświęcam się” kojarzy się zdecydowanie pozytywnie. Poświęcają się tylko dobre kochane osoby. Takie altruistyczne, zapatrzone życzliwie w dobro drugiego człowieka. Rezygnują z własnych przyjemności i starają się wspierać innych kosztem swojego czasu i sił. Czy to naprawdę jest takie pozytywne?

W wielu związkach są takie pomocne, dobre osoby. Pomagają stale, każdego dnia. Nie tylko zaspokajają potrzeby innych, wręcz je odgadują, uprzedzają życzenia. Doglądają ich, troszczą się, wspierają, są na każde zawołanie. Pozornie ich wspierają, wybawiają od kłopotów, potem jednak prześladują.

Ewa i Adam wyglądali na świetnie dobraną parę, idealne małżeństwo. Ewa czuła się szczęśliwa, mogąc dbać o swego męża. Dbała tez o cały dom, aby było w nim czyściutko i przytulnie. Kiedy wieczorem kładła się spać, zanosiła Adamowi, gorącą herbatę i dawała mu buziaka na dobranoc, bo on lubił dłużej posiedzieć przed telewizorem. Po sześciu latach od ślubu on dalej siedział przed telewizorem, ona dalej przynosiła mu herbatę, a dom, jak zawsze, był zadbany i ciepły. W międzyczasie Ewa urodziła dwójkę dzieci i wróciła do pracy na etacie. Dawniej wykorzystywała wolne chwile, aby pobyć w ciszy, poczytać dobra książkę. Teraz nie miewała chwil wolnych wcale. Wyjątkiem były soboty, kiedy Adam zabierał dzieci na plac zabaw albo do sklepu. Nie było ich zwykle dwie, trzy godziny. To był jej czas. Próbowała nieco ogarnąć dom, bo bałagan ją męczył. Zostawała jej godzina, czasem półtorej. Do książki zwykle nie zdążyła zajrzeć, ale chociaż przez moment był spokój. 

Zaczęli się wykłócać o różne rzeczy, najczęściej o nieporządek i o to, kto z dzieckiem odrobi lekcje. Ewa coraz częściej nie panowała nad sobą i robiła awantury. Adam nie pozostawał w tyle: oskarżał ją o to, że się ciągle czepia, demonizuje, nie mówi otwarcie o co jej chodzi a potem go rozlicza. Mówił, że robi się z niej zołza. Wtedy Ewa zamykała się w sobie. Szła do sypialni, aby się wypłakać. Następnego dnia czuła się stłamszona, nic nie warta, ale ponieważ Adam w dalszym ciągu nie okazywał skruchy, ani tym bardziej nie przejmował obowiązków domowych - robiła to, co zawsze. Coraz częściej opadała z sił, coraz częściej nie panowała nad sobą, była zła na dzieci, na siebie. Tylko jedna rzecz się nie zmieniła. Dbała, żeby wieczorem dom był posprzątany, a na dobranoc robiła mężowi oglądającemu telewizję gorącą herbatę.

Ewa jest przykładem osoby, która poświęca się dla innych. Takim opiekunem najwspanialszym na świecie. Możesz robić coś za kogoś, bo uważasz, że on sobie z tym nie poradzi, że ty jesteś bardziej kompetentna, silniejsza, zaradna albo ta druga osoba bardziej bezradna i zagubiona. Nie ma w tym nic zdrożnego, gdy twoja pomoc jest sporadyczna, okazjonalna. Patologia zaczyna się wtedy, kiedy systematycznie przejmujemy odpowiedzialność za innych. Częstokroć nikt się nami nie wysługuje, nikt nie prosi o przysługę. Same bierzemy na siebie dodatkowe zadanie, nieplanowany obowiązek. I nawet czujemy się z tym dobrze. Do czasu. Do czasu, kiedy ta biedna istota, której pomagamy odrzuca jakąś część pomocy, np. nie słucha naszych rad i co gorsze - nie okazuje nam wdzięczności. Nasze karkołomne wysiłki uważa za normę, nie dostrzega poświęcenia. Sugestii na temat dlaczego tak się dzieje może być wiele, ale skutek jest jeden, zawsze taki sam - popadamy we frustrację, czujemy się zranieni.

Wówczas pojawia się agresja i wściekłość. Zaczynamy zadawać sobie pytanie: dlaczego on mnie nie docenia, dlaczego nie podziękuje za moje starania. Uważamy za rzecz naturalna, ze w zamian za nasze codzienne wyrzeczenia należy nam się noszenie na rekach, całowanie po stopach i opowiadanie wszystkim dookoła, jakież to my jesteśmy wspaniałe i kochane. Tymczasem zamiast tego słyszymy często gniewny krzyk: gdzie znowu położyłaś moja ulubiona koszulę?! Wtedy bywa, ze wszystko w nas pęka na taka jawna niesprawiedliwość.

Rozpoczyna się atak na tego, kim dotąd się opiekowaliśmy. Zaczynamy wrzeszczeć nie przebierając w słowach i krytykować kogoś, kto nas nie docenia, nie szanuje nas i naszego wysiłku. Ba, nie docenia naszego „poświęcenia” i miast nosić na rekach na co w pocie czoła zasłużyliśmy, nadal rzuca brudne skarpetki na środek dywanu. To woła o pomstę do nieba!

Dopełnieniem koszmarnego scenariusza jest sytuacja, w której Adam odchodzi od Ewy, ponieważ nie może znieść jej wrzasków, ciągłego rozgoryczenia, skrzywionej stale twarzy, smutku w oczach roześmianej niegdyś dziewczyny… Brakuje mu inspirujących dyskusji z żoną, ponieważ ona od dawna nic nie przeczytała i nie wie, o czym on opowiada… Odchodzi do kobiety, która nie umie gotować, nigdy nie podaje mu herbaty i zagania do odkurzania mieszkania. Jednak jest pogodna, uśmiechnięta i zna swoja wartość. A to przyciąga do niej mężczyzn jak magnes… Ewa zastanawia się: jak on mógł zostawić mnie dla takiej zołzy, która go tak wykorzystuje?! I pociesza się ze łzami: dobrze mu tak, niech sprząta, niech daje sobą poniewierać, tak jak mną poniewierał przez cale nasze małżeństwo! Tymczasem Adam gotuje nowej partnerce obiady, odkurza i cieszy się, kiedy razem spędzają wieczór przy świecach, bo jego nowa kobieta ma w oczach tyle blasku, uśmiechu i łagodności. Powtarza mu ciepłym głosem, jaki jest dla niej ważny i jak bardzo smakuje jej ugotowana przez niego kasza gryczana… W porównaniu z ta diablicą - Ewą jest prawdziwym Aniołem…

Poświęcanie się tym się różni od prawdziwej pomocy, że ta druga jest okazjonalna i nie zostawia w nas rozpaczliwego oczekiwania na wdzięczność osoby, której pomagamy. Poświęcanie się jest rezygnacją z należnego nam odpoczynku, z ważnych dla nas spraw, z przyjemności, swoich zainteresowań – jest praktycznie wyrzeczeniem się siebie. Poświęcanie się – wbrew semantycznym skojarzeniom – nie ma nic wspólnego ze świętością, lecz zmierza ku oszukańczemu kontraktowi, który bywa niestety dotrzymywany tylko przez jedną stronę. Kontrakt ten brzmi: zrezygnuje z ważnych dla siebie spraw, dla Ciebie – sprzedam Ci własny czas, własny rozwój, własna przyjemność, w zamian za wdzięczność dozgonna, za rewanżowanie mi się tym samym, za przestrzeganie moich zasad, które rzadko głośno usłyszysz. Kontrakt z założenia jest nieuczciwy, albowiem wie o nim tylko osoba, która się poświęca. Aby był z logicznego punktu widzenia sensowny, należałoby poinformować druga stronę: „Ja Ewa będę prała, sprzątała, gotowała, podawała gorącą herbatkę do TV w zamian za…”. Wówczas Adam ma szansę określić, ile jest w stanie dać z siebie dla zrównoważenia wysiłku swojej partnerki. Niestety nigdy nie usłyszał, czego ona oczekuje. Być może powiedziałby: nie zależy mi na gorącej herbacie – poczytaj książkę, rozwijaj się, bo imponują mi kobiety inteligentne, a nie takie, których najwyższym priorytetem jest bieganie ze szmatą do kurzu…

Rzecz jasna problem dotyczy nie tylko związków. Równie często, a może nawet częściej pojawia się wśród matek, które poświęcają się dla swoich dzieci: rezygnują z miłości, kariery, zainteresowań, z własnego rozwoju. Myślicie, ze robią to bezinteresownie? Ależ nic podobnego! W zamian oczekują realizacji słodkiej wizji: oto siedzą w złoconym fotelu na honorowym miejscy przy kominku, otoczone wnukami, dostatkiem i dorosłymi dziećmi, które chylą się przed mamusia w pokorze. Pytają: czy to się mamusi podoba? Jak mamusia uważa? Jak powinienem zrobić? Oto władza absolutna w aksamitnych rękawiczkach. Znamienne jest, że synowie wychowywani przez samotne matki, które nie ułożyły sobie życia osobistego przez wzgląd na dziecko, nie akceptują żadnej narzeczonej swojego dorosłego syna…Konkurencję do władzy wszak należy dusić w zarodku.

Obowiązkiem matki jest kochać, troszczyć się, wychować, zatem: miłość – tak, troska – tak, opieka – tak, wychowanie – tak, poświęcanie się – nie!

 

Jak rozpoznać, czy jesteśmy demonami poświęcania się dla innych? Masz ten problem, jeśli:

1. Nie umiesz odmawiać, kiedy ktoś cie prosi o pomoc.

2. Pomagasz i robisz pewne rzeczy za innych, bo przecież… ty wiesz najlepiej co jest dobre dla innej osoby, ty jesteś najbardziej kompetentna i bez ciebie ta osoba zginie…

3. Nadskakujesz i robisz dla innych rzeczy o które wcale nie proszą, bo chcesz być taka dobra i kochana.

4. Stale myślisz o innych i przejmujesz się ich sprawami. Żyjesz swoją empatia i nawet nie wyobrażasz sobie, ze być może jakieś trudne doświadczenie jest potrzebną temu człowiekowi lekcja, że zasłużył sobie na to i musi je przejść samodzielnie.

5. Rachunek dawania i brania wygląda u Ciebie nierówno – dajesz stale i bez przerwy, natomiast nie umiesz przyjmować. Nawet nie wiesz, co to znaczy otwierać się na miłość, wsparcie, przyjaźń, pomoc i troskę innych ludzi. To ty wszak jesteś od tego by kochać, wspierać i troszczyć się o drugiego człowieka…

Bogusława M. Andrzejewska